Pokój do wynajęcia
piątek, 19 Wrzesień 2008
Od rana dzwonię dziś na ogłoszenia z gazet. Szukam pokoju do wynajęcia. Trzy czwarte numerów to agencje – koszmar. Czy ja jestem jakąś popierniczoną erotomanką żeby dzwonić do agencji? Przez to tylko marnuje minuty w telefonie. Jest albo pioruńsko drogo, albo pioruńsko daleko. Albo to i to.
Ale się nie poddaje. Nawet pomimo tego, ze jak pojechałam na Powiśle otworzył mi jakiś wytatuowany dziadek zajeżdżający alkoholem. Pouśmiechałam się, pouśmiechałam i sobie poszłam.
Czy w całej Warszawie nie można już znaleźć jednego pokoju dla cichej studentki bez nałogów? W kolejnym kobieta zażądała ode mnie sześciu stów za pokój i drugich sześciu kaucji. A to co zaoferowała w zamian to bardziej przypominało barak. Jak u niej byłam to tylko się rozglądałam czy zza jakiegoś mebla nie wychynie główka szczura… brr!
Pogoda jest znów paskudna – pada jakiś zimny deszcz, wieje. Autobusy stoją w korkach i nie można nigdzie dojechać.
Ogarnia mnie zniechęcenie od tego wszystkiego. Krople wody ściekają po szybach, chce mi się płakać… czuję się bardzo samotna, bardzo zaniedbana, bardzo opuszczona. Koleżanka u której tymczasowo mieszkam po pracy idzie dziś do swojego chłopaka i wróci dopiero przed północą. Albo nie wróci. Kto ją tam wie. Nie chce wracać do jej pustego mieszkania i siedzieć w nim sama. Ale pewnie będę musiała, bo boję się chodzić nocą po Warszawie. Niczego tu jeszcze nie znam. I nikogo. Boję się zgubić, boję się, że mnie ktoś napadnie, okradnie, zabije i zgwałci. Albo odwrotnie.
No, dobrze… dziś jeszcze trzy pokoje do obejrzenia. Nadal się łudzę, że coś znajdę. A jak nie to mam jeszcze kilka dni. Muszę coś znaleźć.
