Pierwszy dzień jesieni

poniedziałek, 22 wrzesień 2008

No i mamy pierwszy dzień jesieni. Pogoda do cna jesienna. Pada deszcz. Wieje zimny wiatr. Warszawa nie wygląda zbyt zachęcająco. Ale się nie martwię. Wynajęłam w końcu pokój za cztery stówki. W dodatku w centrum! Kamienica z zewnątrz wygląda jak przedwojenna ruina, ale w środku już nie jest tak źle. Poza tym będę miała fajny widok z okna na maleńki skwerek z odrobiną zieleni.

Wprowadzam się jutro. Chociaż w tym przypadku słowo “wprowadzam” nie do końca chyba pasuje, jeżeli zauważy się, że wszystkie moje rzeczy mieszczą się w jednej nie za dużej torbie i to nie do końca wypakowanej. Ech…
Pokoik jest maleńki i ma sufit na wysokości coś ze czterech metrów. Ogólnie jest wyższy niż szerszy i dłuższy. Właściwie to właścicielka całego tego kramu powinna podzielić go na pół – w pionie.
No, ale miało być o jesieni. Rano wzięłam parasolkę i poszłam na spacer do Łazienek. Niby to pierwszy dzień jesieni, apogoda sprawia wrażenie, że to ostatni. Albo pierwszy dzień zimy.
Kaczki wydają się zadowolone z tej jesiennej pogody. Im chyba nic nie przeszkadza.

Leave a Reply